wtorek, 16 sierpnia 2016

Manicure klasyczny OPI w Sylia Beauty Salon

logo Sylia Beauty Salon
źródło: http://sylia.pl
Gabinet Sylia Beauty Salon to całkiem nowe miejsce na mapie Wrocławia, które ostatnimi czasy zdecydowałam się odwiedzić. Jak zawsze na pierwszy raz staram się wybierać zabiegi nie obejmujące obszarów twarzy, a coś klasycznego jak np. manicure klasyczny. 
W dobie dominujących manicure hybrydowych okazuje się, że wykonanie dobrego manicure klasycznego jest już nie lada wyzwaniem. Panuje powszechna opinia, że lakier klasyczny utrzymuje się 3-4 dni stąd też taka wielka popularność lakierów hybrydowych, których żywotność to min. 2 tygodnie. Chciałam sprawdzić jak z lakierami klasycznymi poradzą sobie w Sylia Beauty Salon, a żeby było jeszcze trudniej wybrałam bardzo jasny odcień. Jasne odcienie są trudne do nakładania, ponieważ uwielbiają się nakładać nierówno i prześwitywać. Dlatego uznałam, że manicure klasyczny w jasnym kolorze to będzie dobry test na umiejętności personelu pracującego w Sylia Beauty Salon.

Gabinet funkcjonuje już dobre pół roku i mieści się na ul. Kaszubskiej 15 i jest po drodze do mojej pracy, co bardzo mnie cieszy, bo będzie zawsze po mojej drodze ;) Na samej Kaszubskiej jest możliwość bezpłatnego parkowania na ulicy, a w przypadku braku miejsc można zaparkować za budynkiem, w którym mieści się Sylia Beauty Salon. Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ na co dzień poruszam się wyłącznie samochodem i z reguły jego zaparkowanie bywa dla mnie problematyczne. Tutaj takiego problemu nie było.

Po przekroczeniu progu gabinetu kosmetycznego czuć, że jest ono nowe i świeżo wyremontowane. Urządzony z dbałością o detale, elegancki z zachowaniem zdrowego minimalizmu, utrzymanym w kolorach chłodnej brzoskwini lub łososia. Dokładnie w podobnych barwach wykonana jest strona internetowa gabinetu, a ogólny design sprawia, że jest schludna, prosta i czytelna. Takie właśnie lubię!
Wnętrze Sylia Beauty Salon
źródło: http://sylia.pl
Na dzień dobry zostałam przywitania przez panią kosmetolog, która zaproponowała mi kawę lub herbatę. Ze względu na późną porę dnia wybrałam herbatę, która została podana mi w filiżance wraz z małym herbatniczkiem. Przed zaproszeniem mnie do stanowiska do wykonywania manicure, pani X na moich oczach zdezynfekowała cały stół przecierając nawet lampę. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, ponieważ pierwszy raz widziałam taką dbałość o higienę stanowiska pracy. Pomyślałam wtedy sobie, że to miejsce ma szansę stać się moim ulubionym.

Stanowisko do manicure w Sylia Beauty Salon
źródło: http://sylia.pl
Gdy już wszystko zostało wytarte i osuszone pani X zaprosiła mnie do stolika, a zabieg rozpoczęłyśmy od dezynfekcji moich dłoni żelem. Następnie po krótkiej wymianie zdań odnośnie moich oczekiwań co do długości, kształtu paznokci oraz koloru lakieru, pani X przystąpiła do działania. Wyciągnęła nowy pilnik, którego krawędzie zostały przy mnie spiłowane, tak aby nie kaleczyły moich opuszków w trakcie skracania paznokci (co się niestety zdarza nagminnie w moim przypadku). Paznokcie wszystkie zostały zrównane do jednej długości i kształt nadany wedle mojego życzenia. Następnie odsuwanie skórek i lekka korekta cążkami moich zadziorków. Po tych przygotowaniach nadszedł czas na nakładanie lakieru, pani X uprzedziła, że wybrany przeze mnie kolor nałoży aż 3 razy, na to jeszcze top i wysuszacz z właściwościami pielęgnującymi paznokcie.

Przyznam szczerze, że zaczęłam powątpiewać, czy aby na pewno 3 warstwy lakieru to dobry pomysł. Oczami wyobraźni widziałam jak po dwóch dniach od zaczyna mi lakier odpryskiwać. Pomyliłam się! I to jeszcze jak! 3 warstwy lakieru zostały nałożone równo i cienko, a dodatkowy top i wysuszacz spowodowały, że lakier w stanie idealnym utrzymywał się tydzień, a dopiero po tym czasie zaczął lekko odpryskiwać na jednym palcu. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciu poniżej :)


Na sam koniec zabiegu został nałożony krem na moje dłonie oraz przepięknie pachnąca oliwka na skórki. Został mi również ofiarowany pilnik do paznokci, który był wykorzystywany przy zabiegu. Ale zanim trafił do moich rąk został jeszcze raz zdezynfekowany!

Podsumowując jestem pod dużym wrażeniem Sylia Beauty Salon zarówno jak i w podejściu do klienta, jak i jakości wykonywanych zabiegów. Osobiście na pewno jeszcze nie raz odwiedzę to miejsce i Wam również gorąco polecam je wypróbować.

Podsumowanie manicure klasycznego OPI w Sylia Beauty Salon:

Strona salonu: http://sylia.pl

Jakość usługi:
Rewelacja! Z przyjemnością powtórzę zabieg!
Komfort klienta: 
W porządku! Czułam się wystarczająco komfortowo!
Higiena:
Rewelacja! Higiena utrzymywana na medal!


wtorek, 2 sierpnia 2016

Keratynowe prostowanie w salonie fryzjerskim Art&Heart

Keratynowe prostowanie włosów kusiło mnie od dawien dawna. Jedynym blokerem była cena. Zabójcza cena. Gigantyczna cena w przypadku włosów długich, czyli takich jak moje. Jak przeglądałam standardowe cenniki musiałam się liczyć z wydatkiem rzędu 500-700 zł. Chcąc znaleźć tańsze rozwiązanie rozpoczęłam przeszukiwanie Groupon.pl, gdzie kilka razy zdarzyło mi się zobaczyć oferty na keratynowe prostowanie włosów we Wrocławiu.

Muszę przyznać, że z coraz większą rezerwą patrzę na oferty prezentowane na grouponie, ale jest to również świetne miejsce na poznanie nowych firm oferujących usługi kosmetyczne i fryzjerskie. Przeglądając groupon znalazłam ofertę salonu, który jak się okazało był tuż koło mojego miejsca zamieszkania. Zdecydowałam się odwiedzić to miejsce celem konsultacji. Mowa o salonie fryzjerskim Art&Heart. Ponieważ nie do końca wiedziałam na czym ten zabieg polega chciałam najpierw mieć możliwość porozmawiania z fryzjerem. Trafiłam tam na bardzo sympatycznych ludzi, którzy cierpliwie i dokładnie wyjaśnili mi cały przebieg zabiegu oraz efekty jakich mogę się spodziewać, tzn. efektu prostych włosów przez min 3 miesiące do maksymalnie 6. Ta krótka rozmowa z panią fryzjer utwierdziła mnie, że warto wykonać zabieg właśnie u nich. Kwota za zabieg była równa kwocie za groupon, dlatego zdecydowałam się nie wykupywać grouponu tylko całą kwotę opłacić w Art&Heart. Umówiłam się, a tydzień później pojawiłam ponownie w salonie.

Sam salon jest urządzony bardzo nowocześnie z nutką stylu skandynawskiego. Panuje tam ciepła i życzliwa atmosfera. Czułam się tam bezpiecznie. Na półeczkach stały do kupienia nowe szczotki Tangle Teezer, a moje włosy były rozczesywane przy pomocy właśnie tych szczotek. Jedynie co mnie martwiło to kompletny brak informacji o salonie w sieci! Absolutnie nic! Bardzo skromnie, prowadzony fanpage na Facebooku. Brak strony internetowej. Brak jakichkolwiek działań marketingowych w sieci. Gdyby nie publikacja kuponu na grouponie nie wiedziałabym o istnieniu salonu, mimo iż mieszkam nieopodal i salon funkcjonuje w tym miejscu już parę lat! Przechodziłam tą ulicą wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie widziałam tego miejsca. Czuć od tych ludzi bijącą pasję do fryzjerstwa, natomiast salon jest dość opustoszały ze względu na brak klientów.

Ponieważ to było moje pierwsze keratynowe prostowanie włosów nie miałam pojęcia o różnych metodach prostowania, ani o różnych produktach wykorzystywanych w tym procesie. Naturalnie więc byłam zdana na wiedzę i doświadczenie fryzjerów z Art&Heart. W ich salonie stosowane jest 2-etapowe wygładzenie włosów przy wykorzystaniu produktów marki CocoChoco Professional. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że produkt CocoChoco pachnie obłędnie! Czekolada połączona z kokosem - to nuta, która towarzyszyła mi praktycznie przez cały zabieg. Natomiast słowo "2-etapowe wygładzenie" oznacza ni mniej ni więcej jak to, że konieczne w całym procesie prostowania są dwie wizyty w salonie. Pierwsza polega na umyciu włosów szamponem otwierającym łuskę włosa, suszenie, nakładanie produktu - keratyny i jej wprasowywanie przy pomocy prostownicy. Cały ten proces trwał ok. 3-4 h. Natomiast druga wizyta miała nastąpić 2 dni później. W między czasie nie mogłam włosów wiązać, myć, przebywać w wilgotnych pomieszczeniach itp. Muszę przyznać, że po dwóch dniach chodzenia z takimi mocno naładowanymi keratyną włosami wyglądałam jak zmokła kurka. Pojawiłam się po dwóch dniach z samiuśkiego rana na drugiej wizycie, która polegała na ponownym umyciu włosów specjalnym szamponem i ponownym wyprostowaniu włosów prostownicą.

Efekt? Jak na załączonym obrazku.



Co jedynie było smutne w tej historii to fakt, że już po 2 tygodniach moje puszące się kłaczki zaczęły o sobie dawać znać. Pojedyncze kosmyki ponownie zaczęły się puszyć, a po ok. 3 miesiącach śladu po keratynowym prostowaniu CocoChoco już nie było.

Myślałam, że po prostu lepszego efektu nie mogę się spodziewać. Że po prostu takie moje włosy są i nic ich nie ujarzmi na dłużej. Jednak rozmowa z koleżanką z pracy przekonała mnie, że warto spróbować innego produktu oraz innej metody keratynowego prostowania włosów. Dostałam telefon do innego fryzjera i po pół roku spróbowałam ponownie. Jak wyszło? O tym dowiedzie się z kolejnych postów :)

Podsumowanie keratynowego prostowania włosów w salonie fryzjerskim Art&Heart:

Strona salonu: brak
Fanpage na Facebook'u: https://www.facebook.com/mojeartandheart/

Jakość usługi:
Bez szału! Jeszcze sie zastanowię czy wrócę!
Komfort klienta: 
W porządku! Czułam się wystarczająco komfortowo!
Higiena:
W porządku! Zabieg wykonany w higienicznych warunkach!



piątek, 29 kwietnia 2016

Manicure japoński w Nail Bar & Art Academy La Manicure

źrodło: http://lamanicure.pl
Na Nail Bar & Art Academy La Manicure natrafiłam przeglądając facebookowe profile salonów kosmetycznych we Wrocławiu. Ich profil zawierał mnóstwo świetnych zdjęć stylizacji paznokci i kusiło mnie od dłuższego czasu, aby wypróbować ich usługi. Cennik mają standardowy, a swój salon w centrum Wrocławia, bo tuż przy Galerii Dominikańskiej. Ponadto profil Nail Bar & Art Academy La Manicure na Facebooku liczy prawie 4,5 tysiąca fanów. Czy 4,5 tysiąca osób może się mylić? Otóż może... Zapraszam do mojej recenzji z wizyty w La Manicure na manicure japońskim.

Lubię manicure japoński, bo zawsze wychodziłam z gabinetów z niesamowicie lśniącymi i zdrowo wyglądającymi paznokciami. Ten zabieg zawsze pozytywnie wpływał na płytkę moich paznokci, dlatego po małych uszkodzeniach spowodowanych zbyt często nakładaną hybrydą zdecydowałam się postawić na ich odżywienie. W tym celu wybrałam się na manicure japoński do La Manicure.

La Manicure mieści się na ul. Wita Stwosza 15a lok 2b, który znajduje się w małym pomieszczeniu, bez dostępu do naturalnego światła. Po przekroczeniu progu studia La Manicure poczułam się troszkę jakbym wchodziła do piwnicy. Tuż na wprost drzwi na stanowisku do manicure siedziała pani X, która wykonywała mi manicure. Przywitała mnie bardzo serdecznie i na dzień dobry zaproponowała herbaty. Zdecydowałam się na czarną i w międzyczasie usadowiłam się na krzesełku przy stanowisku do manicure.

Byłam mocno zdegustowana tym w jakim stanie zastałam stolik. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że panował porządek, bo rzeczy były równo poukładane. Jednak wszystko co leżało na stole było niesamowicie zakurzone pyłem z paznokci. Wszystko, ale to absolutnie wszystko było w pyle. Zarówno lampa, jak i wzorniki do paznokci, biurko, nie wspominając nic o samych frezarkach. Od dawna te przedmioty nie widziały na sobie mokrej ściereczki! Jedyną rzeczą, która była prawdopodobnie regularnie przecierana to podkładka pod dłonie wraz z pochłaniaczem pyłu.

Pani X wróciła po chwili z moją herbatą. Przede mną postawiła mały papierowy kubeczek z pływającą torebką czarnej herbaty zalaną gorącą wodą z dystrybutora wody, który stał nieopodal. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy do tej pory nie spotkałam się z takim sposobem podania mi herbaty w gabinecie kosmetycznym - na stacji benzynowej owszem.

Z szerokim uśmiechem zasiadła przede mną pani X, zakładając jednorazowe rękawiczki. Bardzo pobieżnie spryskała moje dłonie dezynfekującym sprayem i bez podłożenia jednorazowego papierowego ręcznika na podkładkę pod dłonie, rozpoczęła pracę. Spytała jaki kształt paznokci preferuję i rozpoczęła ich skracanie. Trafiłam na panią, która należała do tych osób, dla których 15 sekund ciszy stanowi gigantyczny dyskomfort. W związku z tym przez cały zabieg byłam wypytywana o przeróżne swoje prywatne sprawy, począwszy od planów na wakacje po Sylwestra. Po wypiłowaniu paznokci, bez jakiejkolwiek konsultacji ze mną co do ich długości, pani X przeszła od razu do usuwania skórek za pomocą zapylonej frezarki. Na szczęście moje skórki nie doznały uszkodzeń, a po ich wyfrezowaniu pani X zmatowiła moją płytkę tym samym pilnikiem, którym miałam skracane paznokcie. Następnie została wtarta odżywcza pasta w płytkę za pomocą polerki dołączonej do zestawu manicure japońskiego, a potem wtarty puder. Ponieważ moje dłonie również były mocno zapylone pani X poprosiła mnie o udanie się do toalety i umyciu rąk.

Toaleta okazała się być bardzo małym, ciemnym i zaniedbanym miejscem. Do wytarcia rąk służył zwykły, klasyczny frotowy ręcznik, który już był mokry! Z niesmakiem opuściłam toaletę z wilgotnymi dłońmi. Jednak tym faktem nie zraziła się pani X, która w mokre dłonie wmasowała mi krem marki BingoSpa.

Niestety moje paznokcie nie błyszczały tak pięknie jak zazwyczaj po manicure japońskim. Byłam rozczarowana, ale największym dla mnie rozczarowaniem i zaskoczeniem był fakt, że moje paznokcie były różnej długości! Każdy w cały świat!

Jedynym plusem jaki dostrzegłam w tej wizycie był fakt używania jednorazowych pilników, które są ofiarowywane klientom. Zapłaciłam 50 zł w gotówce (nie ma możliwości płatności kartą) i wyszłam obiecując sobie, że już nigdy tam nie wrócę.



Podsumowanie manicure japońskiego w Nail Bar & Art Academy La Manicure:
Strona salonu: http://lamanicure.pl/

Jakość usługi:
Kiepsko! Nie wrócę, aby powtórzyć zabieg!
Komfort klienta: 
Bez szału! Komfort średnio zapewniony!
Higiena:
Kiepsko! Higiena to obce słowo!